Miarą siły każdego systemu obrony cywilnej nie jest to, jak szybko potrafi ewakuować zdrowych, zamożnych i silnych, ale to, jak dba o swoje najsłabsze ogniwa. Społeczeństwo przypomina łańcuch – w momencie ekstremalnego naprężenia pęka tam, gdzie brakuje wsparcia dla najbardziej bezbronnych. Analizując lata pełnoskalowego konfliktu w Ukrainie (2022–2026), eksperci ds. bezpieczeństwa, socjologowie, a przede wszystkim ratownicy z pierwszej linii frontu wyciągają niezwykle cenne, często okupione ogromnym cierpieniem lekcje. Jak w warunkach ekstremalnego zagrożenia chronić osoby starsze, przewlekle chore i obywateli z niepełnosprawnościami?
1. Ewakuacja to ostateczność: Dlaczego najsłabsi dobrowolnie zostają w strefach walk?
Od lutego 2022 roku z powodu brutalnych działań wojennych swoje domy musiało opuścić ponad 10 milionów mieszkańców Ukrainy. Choć dla wielu ucieczka w bezpieczniejsze rejony kraju lub za granicę była natychmiastowym, naturalnym odruchem przetrwania, rzeczywistość grup wrażliwych wygląda zupełnie inaczej. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (MKCK) oraz czołowe organizacje humanitarne przypominają bezwzględną zasadę zarządzania kryzysowego: dla osób o ograniczonej mobilności, seniorów i osób z zaawansowanymi chorobami ewakuacja to zawsze środek ostateczny (ultima ratio).
Dlaczego tak wielu seniorów i osób z niepełnosprawnościami (OzN) świadomie decyduje się na pozostanie w strefach bezpośredniego zagrożenia, mimo huku artylerii za oknem? Przyczyny są niezwykle złożone, wielowymiarowe i często całkowicie niezrozumiałe dla osób młodych i zdrowych.
Ogromną rolę odgrywa tu psychologia i paraliżujący strach przed nieznanym. Dla człowieka, który całe życie spędził w jednej wsi czy dzielnicy, decyzja o wyjeździe to skok w przepaść. Obawa przed odrzuceniem w nowym środowisku, staniem się "ciężarem" dla obcych ludzi i utratą życiowego dobytku bywa silniejsza niż atawistyczny lęk przed ostrzałem. Dochodzi do tego złudne poczucie bezpieczeństwa ugruntowane w przeszłości – wielu seniorów powtarza: "Ta piwnica przetrwała II wojnę światową, przetrwa i to".
Kolejnym kluczowym czynnikiem są specyficzne uwarunkowania zdrowotne. W przypadku osób cierpiących na demencję, chorobę Alzheimera czy zaburzenia ze spektrum autyzmu, nagła zmiana otoczenia, hałas syren, ścisk i chaos ewakuacji potęgują objawy do poziomu zagrażającego życiu. Jak relacjonują ukraińscy medycy, sam proces chaotycznej ucieczki jest tak niewyobrażalnie stresujący, że u starszych, schorowanych osób niesie za sobą gigantyczne ryzyko nagłego zatrzymania krążenia lub udaru. Wiele osób po prostu woli zaryzykować pozostanie we własnym łóżku na miejscu bombardowań, niż umrzeć w zimnym, przepełnionym autokarze.
Nie możemy zapominać również o dramatycznych zobowiązaniach opiekuńcze. Seniorzy niezwykle często odmawiają wyjazdu, by opiekować się swoimi jeszcze bardziej niedołężnymi, leżącymi krewnymi, których nie sposób przenieść. Pozostają też ze względu na porzucone przez uciekających sąsiadów zwierzęta domowe i inwentarz, których los nie jest im obojętny. Gdy jedyną drogą ucieczki ze zrujnowanej infrastrukturalnie wsi okazuje się wielokilometrowy marsz pieszo, starsze małżeństwa nierzadko nie mają wyjścia – są zmuszone czekać w domach na pomoc bliskich z zewnątrz, ryzykując życiem z każdą mijającą godziną. Zrozumienie tych głębokich lęków jest dla nas, w Fundacji Fortis, warunkiem koniecznym do zaplanowania skutecznej, opartej na głębokiej empatii pomocy, a nie opierania się wyłącznie na suchych procedurach.
2. Bariery fizyczne i systemowe luki: Logistyka, która zawiodła w zderzeniu z rzeczywistością
Ewakuacja w warunkach pełnoskalowej, brutalnej wojny obnażyła systemowe i logistyczne luki w sposób bezlitosny. Nawet jeśli osoba o ograniczonej mobilności przełamie początkową blokadę psychologiczną i zgodzi się na wyjazd, proces ten staje się fizyczną walką o przetrwanie, w której państwo często rozkłada ręce. Standardowe ramy ewakuacji od dekad mocno faworyzowały osoby w pełni sprawne fizycznie i samodzielne finansowo, stawiając przed słabszymi bariery nie do pokonania:
Niedostosowany transport i bezużyteczne "papierowe plany": Przed wybuchem wojny państwowe plany ewakuacyjne dla szpitali i domów opieki zakładały użycie dużej floty specjalistycznego sprzętu medycznego (karetek bariatrycznych, pojazdów z windami hydraulicznymi). W zderzeniu z inwazją okazało się, że sprzęt ten istniał głównie na papierze, lub został natychmiast zarekwirowany na potrzeby frontu. W rezultacie do masowej ewakuacji używano nieprzystosowanych autobusów szkolnych czy starych furgonetek. Osoby z ograniczeniami ruchowymi, po amputacjach czy z porażeniem mózgowym, zmuszone były do wielogodzinnego lub wielodniowego podróżowania w ogromnym ścisku, bez możliwości skorzystania z toalety i w warunkach całkowicie urągających ich godności oraz podstawowym potrzebom.
Dramatyczna selekcja ("chodzący" i "niechodzący"): Zdarzały się tragiczne w skutkach sytuacje na dworcach kolejowych, przypominające najmroczniejsze karty historii. W panice tysięcy ludzi napierających na wagony, osobom na wózkach inwalidzkich odmawiano wejścia do pociągów ewakuacyjnych pod pretekstem, że wózek zajmuje zbyt wiele cennego miejsca, co zmniejszyłoby ogólną liczbę uratowanych pasażerów. Lokalne władze pod presją czasu potrafiły wręcz oficjalnie dzielić ewakuowanych z placówek opiekuńczych na osoby "chodzące" (którym zapewniano państwowy, siedzący transport) i "niechodzące", których wywiezienie cynicznie zrzucano na barki przepracowanych organizacji pozarządowych.
Przeszkody w terenie, chaos sensoryczny i zanieczyszczenie minowe: Zniszczone rakietami przeprawy rzeczne czy zbombardowane, pokryte kraterami drogi sprawiały, że funkcjonariusze policji i straży pożarnej musieli niejednokrotnie na własnych rękach i plecach przenosić seniorów i osoby niemobilne przez kilometry ruin. Ucieczkę pieszą dla cywilów dodatkowo uniemożliwia potężne zanieczyszczenie minowe. Używane przez agresora zakazane miny PFM ("motylki") ukryte w trawie, czy nowoczesne miny z zapalnikami sejsmicznymi, stanowią śmiertelną pułapkę. Dla niedowidzących, którzy nie dostrzegą drutu odciągowego, lub niesłyszących seniorów, którzy nie usłyszą ostrzeżeń ratowników, poruszanie się w takim terenie to jak rosyjska ruletka.
3. Cisi bohaterowie frontu: "Białe Anioły", CIMIC i NGO jako zastępcze państwo
W obliczu początkowego chaosu, przeciążenia i swoistego paraliżu administracji państwowej, to społeczeństwo obywatelskie, oddolni wolontariusze i odważni profesjonaliści przejęli na siebie gigantyczny ciężar ratowania tych, o których system po prostu zapomniał. Organizacje pozarządowe (NGO) stały się w wielu zrujnowanych miejscach autentycznym "zastępczym państwem", zapewniającym minimum szans na przetrwanie.
Główny ciężar najtrudniejszych operacji ekstrakcyjnych w tzw. "czerwonych strefach" (obszarach aktywnych walk lądowych) wzięły na siebie wyspecjalizowane, doborowe jednostki policji ukraińskiej, znane w społeczeństwie jako "Białe Anioły". Zespoły te, wspierane operacyjnie przez odważnych oficerów CIMIC (komórki współpracy cywilno-wojskowej), stały się symbolem nadziei. Operując w specjalnie wzmocnionych, opancerzonych ambulansach i transporterach, bardzo często pod bezpośrednim ogniem snajperów i dronów, docierali do całkowicie odciętych od świata, zasypanych gruzami wsi, by wynieść stamtąd samotnych seniorów. Ratownicy ci nierzadko płacili za to najwyższą cenę, mierząc się jednocześnie z tzw. ranami moralnymi – koniecznością wyboru kogo uratować, gdy w wozie zostawało tylko jedno wolne miejsce.
Jednak to krajowe organizacje pozarządowe, takie jak inicjatywa East SOS czy stowarzyszenia na rzecz osób z niepełnosprawnościami, wypełniły największą lukę logistyczno-opiekuńczą. Często dzięki szybkiemu, elastycznemu wsparciu zagranicznych darczyńców prywatnych, wyposażały swoją flotę w używane, ale dostosowane pojazdy do transportu medycznego sprowadzane z całej Europy. Gdy brakowało profesjonalnego sprzętu, wolontariusze musieli wielokrotnie improwizować, balansując na granicy bezpieczeństwa – wymontowywali całkowicie siedzenia ze zwykłych aut dostawczych typu "blaszak" i kładli dziesiątki leżących pacjentów na prowizorycznych materacach ułożonych na podłodze. Narażali życie własnych, cywilnych pracowników, wjeżdżając do stref ostrzału artyleryjskiego, by metodycznie wywozić z nich osoby porzucone i wykluczone z państwowych priorytetów transportowych. To heroizm na niespotykaną w XXI wieku skalę.

4. Architektura przetrwania: Od nowych praw po biurokratyczne koszmary utraconej tożsamości
Trzy lata trwania konfliktu (2022–2026) to czas bolesnej weryfikacji i pisania od nowa przepisów obrony cywilnej. Dotychczasowe prawodawstwo (m.in. Procedura nr 282), nakładające na lokalne władze obowiązek organizowania asysty dla osób z niepełnosprawnościami, okazało się wysoce niewystarczające, zbyt sztywne i niemożliwe do wyegzekwowania w warunkach mgły wojny.
Nowe przepisy i "częściowa ewakuacja obowiązkowa" Aby ratować najsłabszych – często wbrew ich własnej, podszytej strachem woli – w lutym 2026 roku wprowadzono radykalnie znowelizowaną Ustawę (nr 4779-IX). Przepisy te dały administracji obwodowej i wojskowej unikalne narzędzie prawne do podjęcia decyzji o zarządzeniu "częściowej ewakuacji obowiązkowej". Dotyczy to bezpośrednio stref objętych walkami i obejmuje dzieci, osoby z niepełnosprawnościami i skrajnie niedołężnych seniorów, którzy ze względu na swój wiek lub stan zdrowia nie są w stanie sami podjąć adekwatnych działań w celu ratowania własnego życia. Choć przepis ten budzi kontrowersje etyczne – oznacza bowiem przymusowe wywiezienie człowieka z jego domu – ratownicy i wojsko przyznają, że jest to jedyny sposób, by nie wysyłać żołnierzy na pewną śmierć w celu ratowania kogoś, kto wcześniej trzykrotnie odmawiał ewakuacji.
Wyzwania po ewakuacji: Brak mieszkań i betonowa ściana biurokracji Dramat tych ludzi nie kończy się jednak w momencie opuszczenia linii frontu. Dla tych, którym udało się wydostać ze strefy walk, dotarcie do pozornie bezpiecznego regionu na zachodzie kraju czy w centrum wcale nie oznaczało końca udręki. W społecznościach przyjmujących uchodźców wewnętrznych (IDP) natychmiastowym i najbardziej krytycznym wyzwaniem stał się drastyczny brak jakichkolwiek mieszkań i schronisk przystosowanych do potrzeb osób o ograniczonej mobilności. Umieszczanie osób na wózkach w salach gimnastycznych bez pryszniców dla niepełnosprawnych, czy w ośrodkach wczasowych pełnych schodów i bez wind, prowadziło do ich natychmiastowej izolacji i drastycznego pogorszenia stanu zdrowia.
Dodatkowo, zdezorientowani i straumatyzowani ewakuowani musieli mierzyć się ze znieczulicą i absurdami urzędniczej biurokracji. Osoby uciekające z pożarów często traciły dokumentację medyczną – a bez niej system nie wiedział o ich chorobach. Zdarzało się, że pracownicy lokalnej opieki społecznej twardo wymagali osobistego stawiennictwa osoby z ciężką, rzucającą się w oczy niepełnosprawnością w odległym urzędzie celem weryfikacji tożsamości i wypłaty głodowych świadczeń. Brak fizycznej możliwości dotarcia do budynku (często niedostępnego architektonicznie) skutkował całkowitym wstrzymaniem lub pozbawieniem pomocy na wiele miesięcy, do czasu żmudnego wyznaczenia opiekuna prawnego. Odpowiedzią ukraińskiego państwa na ten systemowy błąd są dopiero wdrażane obecnie przepisy o powoływaniu przy centrach tranzytowych mobilnych, wielodyscyplinarnych zespołów (złożonych z urzędników, prawników, pracowników socjalnych i medycznych). Ich zadaniem jest identyfikowanie, diagnozowanie i zabezpieczanie specjalnych potrzeb tych grup natychmiast po ich przyjeździe, wyrabiając zastępcze dokumenty zanim uchodźcy utoną w bezdusznym gąszczu formularzy.
5. Lekcja dla Polski: Odporność narodowa zaczyna się na Twojej klatce schodowej
Pomimo gigantycznych, nadludzkich wysiłków ratowników i głębokich zmian wprowadzanych przez władze centralne w Kijowie na przestrzeni lat 2022–2026, brutalna prawda pozostaje niezmienna: brak odpowiedniego zaplecza mieszkaniowego, niewystarczająca edukacja społeczna oraz braki specjalistycznych środków transportu nadal stawiają osoby z niepełnosprawnościami i seniorów w skrajnie niekorzystnym, niebezpiecznym położeniu. To dla Polski niezwykle cenne ostrzeżenie, którego nie wolno nam zignorować.
W Fundacji Fortis nie chcemy siać paniki, ale budować rzetelną gotowość. Przełożyliśmy wnioski płynące ze Wschodu na trzy bardzo praktyczne, "oddolne" filary, o które powinniśmy zadbać już dziś, w czasie trwającego pokoju:
Bazy danych i sąsiedzka uważność jako pierwsza linia obrony: Prawdziwa obrona cywilna nie zaczyna się od wielkich ustaw w parlamencie, ale na wycieraczce Twojej klatki schodowej. Rozejrzyj się i zastanów: czy wiesz, ilu samotnych seniorów, osób poruszających się na wózku lub przewlekle chorych mieszka w Twoim bloku? Kto pomógłby im bezpiecznie sprowadzić wózek do piwnicy-schronu, gdyby w wyniku kryzysu (nawet ostrej wichury) zabrakło prądu w windzie? Tworzenie nieformalnych, lokalnych rejestrów wsparcia sąsiedzkiego i popularyzacja tzw. "Koperty Życia" (najważniejsze informacje medyczne trzymane w lodówce) to absolutna podstawa bezstresowej, skutecznej ewakuacji, która odciąża profesjonalne służby.
Inkluzywna, obrazowa i prosta komunikacja kryzysowa: Musimy jak najszybciej stworzyć narodowe i lokalne procedury komunikacji kryzysowej w oparciu o zasady "prostego języka" (plain language). Komunikaty władz muszą być wolne od niezrozumiałego urzędowego żargonu, łatwo dostępne dla osób z barierami poznawczymi, a także bezwzględnie uwzględniające sygnały wizualne dla osób niesłyszących (np. wibracyjne i świetlne systemy ostrzegawcze w budynkach). Ulotki informacyjne i piktogramy ewakuacyjne muszą być czytelne nawet w warunkach ogromnego stresu.
Praktyka, a nie tylko papier, oraz zabezpieczenie logistyczne: Przetestowane w Ukrainie papierowe plany ewakuacji po prostu zawiodły. Polskie samorządy, szkoły i zakłady pracy muszą zacząć proaktywnie włączać osoby z różnymi niepełnosprawnościami do rutynowych, praktycznych ćwiczeń ewakuacyjnych. Musimy też zadać trudne pytania o nasze floty transportu medycznego i ich dostępność. Dopóki w ramach ćwiczeń nie spróbujemy fizycznie i bezpiecznie ewakuować symulowanej osoby leżącej z trzeciego piętra bloku z wielkiej płyty, z wyłączoną windą, nie dowiemy się, czy nasz lokalny system ochrony naprawdę działa i czy nie zostawia nikogo z tyłu.
Skuteczna ochrona najsłabszych w sytuacjach kryzysowych, to nie tylko miękki gest ludzkiej, humanitarnej solidarności. To w ostatecznym rozrachunku twardy, obiektywny i strategiczny wymóg bezpieczeństwa narodowego. To ostateczny dowód na to, że nasza deklarowana społeczna odporność nie jest ułudą, a instytucje państwa, procedury i my sami – zwykli obywatele – w pełni zdajemy najtrudniejszy egzamin z cywilizacyjnej dojrzałości.


